Podróż do Polski

Ostatniego dnia w Oulu - 21 grudnia - z rana wybrałam się na spacer do miasta, musiałam oddać klucze od domu. Pogoda była wyjątkowo piękna, słońce świeciło jak rzadko kiedy zimą tam. Miasto zasypane było śniegiem, Oulu żegnało mnie wyjątkowo urokliwymi widokami. Czekało mnie jeszcze spakowanie ostatnich rzeczy, ostatnie odkurzenie pokoju. Potem herbata w kuchni i około 14:00 wzięłam wszystkie swoje torby i wybrałam się w drogę na lotnisko. Autobus jechał bardzo długo, ponad godzinę. Nie byłam tego świadoma, więc trochę się już zaczynałam obawiać, że powinnam wcześniej wysiąść. Jednak około 15:30, w zupełnej już ciemności zajechałam na lotnisko w Oulu. Tam musiałam trochę przepakować bagaże bo okazało się, że jedna z toreb jest za ciężka - na szczęście w drugiej miałam jeszcze miejsce. Po nadaniu bagażu udałam się w stronę bramki skąd odlatywał mój samolot linii Blue1, czyli fińskiej linii lotniczej, która zostaje przejęta przez SAS. Oto zdjęcie z lotniska - kącik promujący miasto Oulu.
 Mój wierny netbook służył mi i na lotnisku, czas oczekiwania minął więc szybko i wkrótce siedziałam już na wygodnym siedzeniu w samolocie. Był to mój pierwszy w życiu lot Boeingiem 717 ;) W cenie biletu otrzymałam pyszną herbatę podawaną w kubku z motywujących hasłem - sympatycznie. Była to też ostatnia okazja by porozmawiać z kimś po fińsku - na szczęście wyrozumiała załoga rozumiała gdy poprosiłam o herbatę ;)
Moim celem było lotnisko w Kopenhadze. I muszę wam powiedzieć, że był to niezły szok po 4 miesiącach w małym mieście na północy Finlandii...Lotnisko CPH jest ogromne! Czułam się też trochę zagubiona w sklepach, gdzie ceny nie były podawane w euro tylko w duńskich koronach. Ponadto miałam odruch zwracania się do sprzedawców po fińsku. Sklep/kawiarnia to były jedyne sytuacje kiedy ZAWSZE używałam fińskiego więc taki odruch mi się wytworzył. Nawet następnego dnia już w IKEA w Polsce powiedziałam do kasjerki "hei" zamiast "dzień dobry" czym owa pani bardzo się zdziwiła...Ale wracając do Kopenhagi - na lotnisku miałam ponad 3 godziny postoju, miałam okazję przejść je wzdłuż i wszerz co zajęło trochę czasu, a także wypić kolejną dobrą herbatę, tym razem w Starbucks.

Około godziny 23:00 (już polskiego czasu) nadszedł czas by udać się w stronę bramki. Mój następny lot odbywał się stosunkowo małym i dość ciasnym samolotem linii SAS. Przyznam, że komfort nie był zbyt wysoki, dobrze, że lecieliśmy tylko 45minut. Na lotnisku w Gdańsku - kiedy już odebrałam szczęśliwie "doleciały" bagaż - odebrali mnie wspaniali zaprzyjaźnieni mieszkańcy Trójmiasta ;) I tak oto zakończyła się ta przygoda. Ale jak wspominałam - zostańcie z nami, blog będzie kontynuowany. Może nie tak często jak dotąd, ale będzie trzymajcie więc rękę na pulsie! A na zakończenie jeszcze świąteznie udekorowane lotnisko w Kopenhadze.